Triathlonista – Aleksander Lisowski. Dział Analiz Obrotu Towarowego

Aleksandra poznaliśmy przy okazji startów biegowych, dofinansowywanych przez naszą firmę. Zawsze tryskający energią, uśmiechnięty, z imponującą listą planów startowych. Chyba nikt z naszej firmy nie startuje, tyle co on, albo jeszcze tej osoby nie poznaliśmy. Człowiek pełen spokoju, pogody, mający w sobie coś tak silne przekonanie, że można wszystko, że po pierwsze sami zaczynamy w to wierzyć, a po drugie chcemy, żebyście i Wy go poznali.
Czy Twoja przygoda ze sportem zaczęła się niedawno, czy to już wieloletnia pasja?

Nosiło mnie od dziecka, zawsze coś robiłem, było mnie wszędzie pełno, dużo grałem w piłkę, ale momentem przełomowym było przeczytanie wywiadu w 2010 roku z Jerzym Górskim, mistrzem świata w podwójnym Ironmenie (Dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu pokonał w czasie 24 godzin, 47 minut i 46 sekund) z 1990 roku. To czego dokonał i jego postawa - mocno mnie zainspirowały i sam zacząłem trenować na poważnie, stawiać sobie cele. Triathlon był strzałem w dziesiątkę. W 2013 postanowiłem już, że przepłynę 10 km na basenie, przejadę 180 km na rowerze i przebiegnę maraton (42 km), wszystko oczywiście oddzielnie. Znalazłem maraton w Łodzi i wystartowałem.

Większość z nas zaczyna starty w oficjalnych zawodach od 5, czy 10 km, Ty zacząłeś od maratonu?

Czas 4:23, co na teraz jest dla mnie czasem kiepskim, życiówkę mam obecnie 3:05. Rozpoczęcie od maratonu to oczywiście głupota, wydolność miałem, bo dużo pływałem, ale biegowo przygotowywałem się może 4-5 miesięcy, biegałem koło 20 km, a miesiąc przed biegiem kupiłem buty. Głupota, bo po takim intensywnym początku pomyślałem – dobra, sprawdziłem się, ale koniec, już więcej nie startuję, sprawdziłem się. Ale potem był Bieg Piotrkowską i pomyślałem… Dycha? Co to jest? I na szczęście zapisałem się. Rano 2km basenem, pojechałem na bieg rowerem, wróciłem rowerem. Tak to można.

Dużo jeździsz rowerem?

Tak, rower to jest idealna sprawa. Raz, że nauczyłem się wszystkie sprawy załatwiać na rowerze, swoje 9 km rowerem do pracy też tak pokonuję, rower pozwala mi utrzymywać formę nawet jeśli nie mam czasu na bieganie, czy basen.
Tak, czasem też dojeżdżam do pracy rowerem…
A ile masz?
15 km
O, no to super, 15 km w jedną stronę, dziennie – 30, to tygodniowo, sumarycznie… masz 150 km, to już można na spokojnie wystartować w zawodach triathlonowych! Wow!
Ale ja nie umiem pływać!

A no to się naucz! Wszystko można zrobić, wystarczy chcieć! Ja mówię poważnie! Co się śmiejesz, ja mówię poważnie! Na dystansie 1/8, tam masz do przejechania tylko 20 km rowerem!

Umiesz zarażać! A kiedy był Twój pierwszy triathlon?

Rok później po tym maratonie, wystartowałem w pierwszym triathlonie. Przez te 4 lata do tego startu – trenowałem, czytałem książki, przygotowywałem się, ale starty triathlonowe były dla mnie czymś odległym ze względów logistycznych, finansowych. Po Piotrkowskiej już startowałem rozważniej – jakiś półmaraton, jakaś piątka i to się okazało fajne, spotykałem znajomych, w tym starych znajomych na startach, te wspólne starty nakręcały. Pracowałem w 2014 roku wówczas w firmie, która trochę dofinansowywała starty i się zapisałem i na triathlon. Duża rola w tym pracodawców, którzy dofinansowują starty, inaczej byłoby ciężko tak często startować. I ten mój pierwszy triathlon w Gdyni: kupiłem starą kolarkę za 300 zł, wynik nie był rewelacyjny, ale wciągnęło mnie, uzależniło. Tak, jak ludzie wychodzą z różnych uzależnień poprzez sport, tak ja uzależniłem się od sportu. Można się w tym zatracić.

Masz jakieś ulubione starty, wspomnienia z nich?

Kilkukrotnie startowałem w łódzkim maratonie, w Biegu Piotrkowską. Jasne, że ważne są te starty, gdzie zrobiło się wynik, ale też ogromne znaczenie mają kwestie poboczne, jak organizacja. Taki Półmaraton w Grodzisku Mazowieckim, polecam, najlepsza organizacja jaką widziałem, kibice wychodzili z domu psikali nas wodą, małe miasteczko, dwa okrążenia, a nieprawdopodobna atmosfera. No i te, gdzie jest ze mną moja rodzina, zwłaszcza, kiedy ich obecność w strefie kibica lub na mecie jest niespodzianką. Obecność, zrozumienie rodziny jest czymś nieoczywistym, przecież każdą wolną chwilę wyrywa się na trening.

Dużo czasu poświęcasz na treningi?

Teraz podtrzymuję formę rowerem, w weekend są starty. Nigdy na treningach nie osiągam takich wyników, jak na zawodach. Wyniki nieprawdopodobnie motywują, bo wtedy postęp. Zima jest do trenowania. Od października do marca jest ostra treningowa praca. Rocznie planuję 4 starty biegowe na każdym dystansie, na najwyższym poziomie. Biegam jeden maraton rocznie, wiosną, reszta roku to są starty dla zabawy, dla przyjemności, dla motywacji. Zimą trenuję codziennie. Tylko trzeba sobie wybrać cel, nawet w triatlonie. W tym roku stawiam na bieganie, więc robię tygodniowo dwa mocne treningi biegowe i rower. Rano przed pracą trening biegowy lub pływanie i wieczorem rower lub bieganie, ćwiczenia wzmacniające w domu typu, podciąganie pompki, te sprawy, tak też można zbudować formę.

Endorfiny wywołują w Tobie przyjemne szaleństwo?

Tak, ale niekoniecznie na zawodach, choć też się zdarzają. Wiesz co jest najważniejsze? Silne ciało, dzięki któremu mogę np. fajnie spędzić wakacje.W tamtym roku przygotowując się do zawodów przejechałem z kolegą od Zakopanego aż do Gdyni, zajęło nam to kilka dni, mega fajne przeżycie, to była już tam któraś nasza wyprawa. Zwiedzamy zakątki naszego kraju, poznajemy takich mega fajnych, dziwnych ludzi, Jura Krakowsko-Częstochowska, zrobiona w dwa dni, Dolina Prądnika… - obraz jak jedziemy w deszczu na rowerach do tej pory mam przed oczami. To właśnie wyprawy, nie tylko starty dają moc – fizyczną, psychiczną, odporność. Przeszedłem przez polskie wybrzeże, od Świnoujścia po Hel, to była moja wyprawa przełomowa, 13 dni, 400 km. Niesamowity czas, człowiek idzie sam, ma czas pomyśleć, powoli, porządnie.

Którą z dyscyplin kochasz najbardziej?

Pływanie. Pływam 12 lat, nie jestem mega pływakiem. Zaczęło się od tego, że pływałem kiepsko i postanowiłem coś z tym zrobić. Stopniowo wydłużałem ilość przepłyniętych basenów i doszedłem do 10km. Pływanie to fantastyczny czas, musisz spróbować. Czas ciszy i zanurzenia. Głębia, wtedy nic się nie słyszy, nic nie dociera, zwłaszcza jak płynie się długo, z godzinę, wpada się w fajny stan, który wywoływany jest przez jednostajny ruch ciała i ciszę. Widzę ile jeszcze mam do zrobienia, i właśnie te braki mnie motywują. Nie chodzi o to, żeby być mistrzem świata, ale też.. nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek stanę na podium, a to podium teraz coraz częściej się pojawia. Wszystko to kwestia pracy i chęci.
A jakie masz rady dla ludzi, którzy nie mogą się zebrać, zacząć jakiejkolwiek przygody ze sportem, choć o tym myślą?
Po pierwsze – zacznijcie. Naprawdę małymi krokami, wsłuchani w swój organizm i jego możliwości, które będą się zwiększać. Nie ma sensu polecać planów treningowych, bo dla każdego będą inne, tak samo dieta, itd. Zainspirujcie się i w to idźcie.

rozmawiała Barbara Balcerska