Marek Fiedler (Dział Administracji) – szachista, który co roku rusza w dalekie podróże i naprawdę wiele w życiu przeczytał.

Marek Fiedler (Dział Administracji) – szachista, który co roku rusza w dalekie podróże i naprawdę wiele w życiu przeczytał. „Sympatyczny, pomocny, zawsze uśmiechnięty!” – tak określa go każdy, kogo o Marka zapytałam. Tak właśnie jest: najbardziej skomplikowane sprawy z wysyłką dokumentów, medali czy paczek do Was, które zanosimy do niego jako Pozytywnie Zakręceni – Marek kwituje „zrobi się!”.

Zacznijmy od szachów: kto cię uczył?

W szachy nauczyłem się grać późno, bo pod koniec podstawówki. W 74 roku poszedłem z ojcem do klubu szachowego i tak już zostało przez 30 lat. Przez te lata grałem, sędziowałem (mam klasę państwową) działałem w Okręgowym Związku Szachowym. Na turnieje wyjeżdżałem raz w roku, czasem dwa. Praktycznie cały swój urlop poświęcałem na szachy. Traktowałem to raczej jako hobby, bo łączenie pracy i gry na wysokim poziomie to raczej nierealne. W trakcie wyjazdów poznawałem różnych ludzi… Kiedyś byłem w pokoju z zawodnikiem, który jak się okazało w trakcie rozmów był himalaistą i pół roku po zawodach wybierał się na wielką wyprawę, niestety zakończoną tragicznie, w góry Hindukuszu.

Nie gram w szachy, co jest w nich wciągającego? Strategia, możliwość obserwowania czyjegoś sposobu myślenia? Czy szachy potrafią powiedzieć tyle o człowieku co brydż?

Szachy a brydż to jednak inna bajka. W brydżu czasem decyduje układ kart no i jest jeszcze partner. W szachach polegasz tylko na sobie, na swoich umiejętnościach, przewidywaniu posunięć przeciwnika. Czasem oczywiście jest tak, że zwłaszcza w końcówce partii są pewne schematy matematyczne i trzeba grać tak a nie inaczej, żeby nie przegrać, ale zwłaszcza w środkowej fazie partii często decyduje strategia, logiczne myślenie. W szachach jest zbyt dużo możliwych posunięć żeby wszystko dało się ująć w ramy schematu.

Czy widać, czy ktoś jest skłonny do ryzyka, czy ma dobrą pamięć?

Oczywiście dobra pamięć się przydaje, ale przecież człowiek to nie maszyna i nie da się zapamiętać tysięcy pozycji. Każdy kolejny ruch zarówno własny jak przeciwnika to nowa sytuacja na szachownicy. Nie ma także recepty na to ile czasu poświęcić na namysł nad własnym ruchem. Mnie w jednej z partii zdarzyło się pomyśleć nad jednym ruchem godzinę. ponieważ musiałem przeanalizować wszelkie możliwe odpowiedzi mojego przeciwnika. Po wykonaniu przeze mnie ruchu przeciwnik myślał pół godziny po czym się poddał.

I tak mijają godziny w napięciu? Nie ma się ochoty wstać, wyjść, wrócić? Człowiek jest tak skoncentrowany na grze, że czeka w napięciu?

U najlepszych szachistów koncentracja jest cały czas. Oczywiście czasem odchodzi się od stolika kiedy przeciwnik myśli żeby 'przewietrzyć umysł' , spojrzeć z innej perspektywy a nawet zwyczajnie za potrzebą, ale są to zazwyczaj krótkie chwile, najczęściej na początku partii. Im dalej tym bardziej człowiek jest skupiony na rozgrywce i potrafi się "odciąć' od otoczenia.

Co decyduje o wygranej?

Często przy równej sile gry o wyniku decydują detale zwłaszcza w rozgrywkach drużynowych. Oglądałem niedawno Internetowe Drużynowe Mistrzostwa świata. Mecz Polska - Azerbejdżan o awans do półfinału. Wynik remisowy i decyduje dogrywka między Polką i Azerką przy skróconym czasie na rozegranie partii. Trzykrotnie Azerka miała wygrywające ruchy. ale poziom stresu był tak duży, że ich po prostu nie widziała i ostatecznie przegrała.

A co czytasz najchętniej?

Czytam. Kiedyś chętniej biografie, książki historyczne i to nie tylko beletrystyczne, ale również opracowania naukowe - zdawałem na historię, niestety się nie dostałem, a potem śmierć ojca i trzeba było się skupić na pracy zawodowej a nie myśleć o studiach. Nie miałem jakiegoś jednego ulubionego autora. Obecnie poprzestałem na sensacyjnych a autorzy to Clive Cussler i Alistair Mac Lean. Zresztą w czasach mojej młodości nie było komputerów, internetów i social mediów więc i czytałem znacznie więcej. Co zresztą odbiło się na wzroku, bo potrafiłem czytać przy lampce nocnej.

To teraz wycieczki w świat: masz swoje ulubione kierunki? Co decyduje o wyborze celu? Co Ci się podoba w podróżowaniu? Która wyprawa okazała się wyjątkowa, a może każda jest niezapomniana? Czy w związku z podróżami masz jakieś wyrzeczenia, np. rezygnujesz z innych hobby, więcej oszczędzasz? Jaki jest Twój patent na podróże? Czy dobre hotele i wygodny transport, czy inne priorytety?

Podróżować poza Polskę zacząłem w 2007 roku. Wcześniej stwierdziłem, że po 30 latach działalności szachowej czas przekazać pałeczkę młodszym, a ponieważ moim konikiem zawsze była historia stąd podróże i poznawanie świata. Oczywiście początkowo Europa ze względów finansowych. Pierwszy wyjazd w roku 2007 do Paryża z biurem turystycznym Rainbow, z którym zresztą jeżdżę do dzisiaj. Potem kilka lat przerwy, a od 2012 już co roku a czasem nawet dwa razy w roku. I tak 2012 Grecja, 2013 Włochy, 2014 Meksyk, 2015 Chiny, 2016 Maroko, 2017 Chorwacja, 2018 Panama na wiosnę i Gruzja jesienią, 2019 Tajlandia i Rumunia.

Jakie są Twoje patenty na podróżowanie?

Wszystkie podróże to oczywiście objazdówki, bo wolę zwiedzać i poznawać inne kultury, obyczaje ludzi niż leżeć plackiem na plaży. Od kilku lat mieszkam sam, nie jestem przesadnie rozrzutny i udaje mi się dzięki temu zaoszczędzić na wyjazd. Covid pokrzyżował moje plany w tym roku. Na wiosnę była zabukowana Gambia i Senegal, niestety wpłacone pieniądze straciłem, nie pojechałem, a na jesień być może Indie. Jak będzie w przyszłym roku któż to wie. Zostało mi 4-5 lat do emerytury i przydałoby się gdzieś jeszcze pojechać, bo potem to tylko Aleksandrów albo Konstantynów, bo blisko naszej Łodzi…

Czy przygotowujesz się do podróży: czytasz przewodniki albo historię danego miejsca?

Staram się wybierać kraje gdzie można obejrzeć coś ciekawego, zabytki. inne kultury, tak zwani inni ludzie... Stąd między innymi Meksyk i Chiny. Oczywiście kierunek dostosowuję do możliwości finansowych. Czasem jest to spontan czyli miesiąc wcześniej a czasem i pół roku. Wcześniej bukuję wycieczkę. Raczej nie przygotowuję się szczególnie do wyjazdu merytorycznie. W każdym kraju jest coś ciekawego do zobaczenia.

Czy któryś kraj Cię zaskoczył? Kuchnią, mentalnością ludzi? Czy chętnie byś gdzieś wrócił?
Czy gdzieś pomyślałaś "Tu mógłbym mieszkać"?


Zaskoczeń raczej nie było. Przynajmniej jeśli chodzi o zabytki czy kuchnię. Wiadomo że przy objazdówkach kuchnia w hotelach jest międzynarodowa, ale zdarzało mi się w wolnym czasie spróbować miejscowych potraw. Jeśli chodzi o ludzi to najbardziej zamkniętym krajem są Chiny. Pozytywnie zaskoczyło mnie Maroko. Kraj wydawałoby się muzułmański, ale jednak bardzo otwarty na ludzi z Zachodu. Oczywiście wszędzie trzeba dostosować się do miejscowych zwyczajów.

Czy chętnie byś gdzieś wrócił? Czy gdzieś pomyślałaś "Tu mógłbym mieszkać?". Czy gdzieś się nie wybierasz?

Nie planuję powrotów. Jest jeszcze tyle ciekawych miejsc. Indie, Japonia, Egipt, Ameryka Południowa, Stany, Bali, Wietnam. A mieszkać? Jak bym wygrał w Totka to może Meksyk?

rozmawiała Barbara Balcerska