Magdalena Albigowska (Dział Sprzedaży) to Ultra Zakręcona Dziewczyna, Ultraska!

Magdalena Albigowska (Dział Sprzedaży) to Ultra Zakręcona Dziewczyna, Ultraska! Ma już za sobą Ultramaraton w Izraelu (dystans 50km), esktremalny Runmageddon Kaukaz (100km), dwie edycje Triady – górskiego biegu (54km), kiedy przygotowujemy ten numer Co słychać? – Magda bierze udział w 750 km sztafecie przez całą Polskę, marzy o 180 kilometrowym biegu w Nepalu, a kiedy robi kawę… tańczy.

Spotykamy się na kilka dni przed startem Waszej niezwykłej sztafety „Przegoń raka dla dzieciaka”. Skąd pomysł na akcję, jak udało Wam się zebrać ekipę do przebiegnięcia 750 km i w ogóle przygotować bieg mimo szeregu utrudnień, związanych z trwającym zagrożeniem epidemiologicznym? Chyba trudniej już być nie mogło…


Akcję wymyślił jeden z moich znajomych, którego poznałam w czasie biegu na Kaukazie. Zebrał ekipę spośród ludzi, z którymi często wspólnie bierzemy udział ultrabiegach. Nie trwało to długo, każdy do kogo się odezwał – natychmiast powiedział „tak” i nikt się nie wycofał. Zaplanowaliśmy trasę z Zakopanego na Hel, sztafeta pięciu osób będzie się zmieniała co 5km, dziennie każdy z nas ma do pokonania 30 km i tak przez 5 dni. Bez względu na pogodę i panujące warunki. Startujemy 17 sierpnia o 5 rano w Zakopanem, przebiegniemy 146 km. Bieg każdego dnia będziemy kończyć około 21. Śpimy w takich miejscach jak remizy, na śpiworach, posiłki w tak zwanym przelocie (śmiech). Swój udział sponsorujemy sami. Jedzie z nami medyk, medyk na motorze, pilot na rowerze, reszta z 12 osób naszej ekipy będzie jechała razem z naszymi rzeczami samochodem. To oficjalny, zgłoszony bieg, który dokładnie zaplanowaliśmy, każdy przystanek w drodze na Hel. Chcielibyśmy żeby towarzyszyli nam kibice, chętnie zapraszalibyśmy jak najwięcej osób do udziału, niestety ze względu na panującą pandemię to wszystko jest utrudnione, wszystkie obostrzenia jakie obowiązują organizatorów biegów publicznych dotyczą również nas.

W jaki sposób będziecie promować bieg?

Zazwyczaj w czasie biegów charytatywnych można się dołączać na trasie do uczestników – teraz niestety będzie to niemożliwe, co pewnie ograniczy rozgłos. Mimo tego spotkaliśmy się z bardzo życzliwym zainteresowaniem – znane osoby udzielały nam swojego wsparcia, co mogliśmy umieszczać w materiałach promujących akcję. Chcemy zebrać 150 000 zł na nierefundowane leki i terapie dla dzieci zmagających się z chorobą nowotworową, podopiecznych Fundacji Na ratunek. Wszystko zorganizowaliśmy w miesiąc: pozwolenia, kampanię i cała organizację samego biegu. Wszystko na totalnym spontanie, mimo naszych zobowiązań zawodowych i rodzinnych. Wiązało się, to czasem z siedzeniem po nocach, dla nas wszystkich pomaganie jest czymś bardzo istotnym, więc wszyscy bardzo się zaangażowaliśmy. Przyłączyły się do nas lokalne telewizje, może wesprze nas TVN – wszystko załatwiane prywatnymi kanałami, poprzez znajomych. Zbieramy doświadczenie i pewnie jeszcze nie raz z niego skorzystamy.

Ta sztafeta, to tylko jeden z Twoich ultra biegów, czy bieganie to sport, bez którego sobie nie wyobrażasz życia?

Sport towarzyszy mi od dziecka i interesowałam się chyba wszystkim, czym można było. Zawsze byłam ruchliwa, swój pierwszy rower dostałam, jak miałam trzy lata, zawsze coś się działo, wybrałam sobie liceum sportowe. Tata grał w kosza, ale dla przyjemności, nie zawodowo. Bieganie przewijało się w moim życiu, ale i rower, i rolki. W miarę upływu lat, kiedy często się przeprowadzałam, przemieszczałam – bieganie okazywało się bardzo praktyczne – świetnie pozwalało utrzymywać kondycję, ale i mogłam je dostosowywać do swojego planu dnia. Teraz mam w bagażniku torbę – niezbędny element samochodowego wyposażenia, w którym mam ubranie na ciepło, na zimno, na deszcz.

Jak Ci się udaje znaleźć czas na regularne treningi, dzięki którym masz taką formę i jesteś w stanie biegać takie dystanse?

Teraz pracując jako lider wdrożeń w terenie – między spotkaniami – gdzieś podjechać i przebrać się i ruszyć, to jest minuta osiem. Nie muszę szukać basenu, dostosowywać się do godzin otwarcia siłowni, czy basenu. Kiedyś mieszkałam w miejscu, w którym miałam obok siłownię czynną 24h na dobę, więc byłam szczęśliwa, bo nawet jak pracując na sklepie – kończyłam nockę o 2 w nocy, to szłam na trening. Ja właśnie takie rzeczy lubię robić (śmiech). Teraz przebudzę się rano – a w moim przypadku rano to jest 4.30, to wstanę i pójdę, nie muszę się do niczego podporządkowywać. Nic mnie też nie ogranicza – zobacz, ile miejsca zajmuje ci rower, choćby przewiezienie go, trzymanie w domu a buty do biegania? No teraz rozważam jeszcze rolki, bo też nie zajmą dużo miejsca, a można by pojeździć…

A sport, którego spróbowałaś, posmakował i chętnie byś go trenowała, gdyby nic cię nie ograniczało?

Sporty związane z wodą. Często korzystam z wyjazdów z Pozytywnie Zakręconymi, między innymi nurkowanie, a to się już wiąże z posiadaniem nurkowego partnera, zgraniem się w czasie, trzeba by mieć sprzęt, ewentualnie się wcześniej zabezpieczyć w wypożyczenie – nie jest już to tak bardzo na wyciągnięcie ręki, jak bieganie.

Żyjemy teraz wszyscy szybko, intensywnie – i tak jak mówisz, zgrać się z kimś w czasie – nie jest proste, a znów wrócę do Waszej sztafety – Wam się udało znaleźć ekipę do tej akcji.

Wiesz, bo to są takie osoby z podobnym podejściem do życia, jak ja – życie trzeba przeżyć, liczy się przygoda, no i tu jest jeszcze bonus, który nas przyciągnął – pomaganie. Udało nam się połączyć przygodę, z tym co jest nam wszystkim bliskie – konkretnemu działaniu, żeby komuś pomóc. Są podobni do mnie, nie usiedzą w miejscu, lubią, jak coś się dzieje. Podobni się przyciągają, łączy nas pasja. Kiedy pierwszy raz miałam wziąć udział w dużej imprezie biegowej, przedstawiałam się na jakimś forum i piszę, że jestem Magda, cieszę się, że będę brała udział w wyjeździe, nie znam nikogo, ale cieszę się, że was poznam i tak dalej, i pamiętam, że jedna osoba napisała: jedziesz sama, ale nie przejmuj się, bo wrócisz z rodziną. I to się sprawdziło, bo minął rok i my nadal utrzymujemy ze sobą kontakt, w lutym tego roku sporo z tych osób było ze mną na biegu w Izraelu, teraz wspólnie realizujemy to przedsięwzięcie. A różni nasz status, charaktery, podejście do wielu spraw. Wzięliśmy już udział w kilku biegach razem.

Jak wyglądają takie biegi, kiedy kończy się dany odcinek? Odcina prąd i wszyscy marzą o spaniu? Pewnie wtedy nie ma szansy na długie Polaków rozmowy i poznawanie się.

A gdzie tam! Tu cię zaskoczę właśnie. Poznawanie się jest już na trasie, kiedy biegniesz nie ma szans, żeby ktoś cię nie zaczepił: jak tam? Co tam? Albo nie pocieszył, kiedy zaczynasz już walczyć ze sobą o kolejne kilometry, choć tak naprawdę to biegniesz, bo niesie cię adrenalina, atmosfera… A kiedy jest koniec danego odcinka, to niby sobie obiecujesz: nie no, trzeba się dzisiaj położyć, odespać, po przebiegnięciu tych 48 czy 36 km mało kto jest padnięty… Do tego… jesteś wśród ludzi, którzy mają taką samą zajawkę, generalnie się rozumiecie, więc nie ma sensu spać! Są imprezy! Czasem śpi się w nocy trzy godziny, ale ty wstaniesz i pobiegniesz.

Jak Ty się przygotowujesz do biegów na takim Kaukazie?

Trenuję porządnie, bo uwielbiam biegi wysokogórskie. Kocham góry, więc bieganie jak najbardziej tę moją miłość realizuje. W ogóle biegi po asfalcie, rozumiesz, są ok, ale bieg w górach, to jest to, co kocham. Chętnie więc biorę udział w takich biegach i do nich głównie trenuję. Ale przed samym wyjazdem, czy sprawdzam trasę, czytam o miejscu? Co Ty! Sprawdzam pogodę (śmiech). Nie należę do osób, które martwią się na zapas, uważam, że co ma być to będzie. Kiedyś, na początku mojej drogi biegowej przeczytałam dwie książki o biegach ultra i pomyślałam: Boże co ci ludzie robią, biegną 12 godzin bez przerwy, no bo to się tak biegnie, wiesz Kaukaz: pierwszego dnia 44 km, drugiego 36 km, na koniec zostaje ci 20… Jeszcze po górach, jeszcze w upale, startują gdzieś tam o drugiej w nocy, pomyślałam sobie, że nie, to nie ma sensu, byłam na etapie, że jak dobiegłam do 15km to byłam kozak. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia… Kiedy przebiegłam swoje pierwsze ultra… a to było 48 km, to było niezwykłe. Wbiegłam na metę, podbiegła do mnie kobieta, pogratulowała mi i powiedziała, że teraz jestem prawdziwą ultraską.

Ktoś cię prowadzi? Masz trenera personalnego? Plan treningowy?

Kiedyś korzystałam, jasne, idę do fizjoterapeuty, kiedy trafi się kontuzja i jestem wtedy typem zadającym miliony pytań, bo muszę wiedzieć wszystko i dzięki temu, później na co dzień prowadzę się sama. Kiedyś miałam bardzo dokładnie zaplanowane treningi, trzy razy w tygodniu bieganie, pomiędzy trening siłowy, skomponowana dieta – wizualnie może efekt był większy, łatwiej dostrzegalny. To mnie gdzieś zmęczyło, nie miałam z tego jakiegoś funu, nie miałam z tego dobrej energii, a na tym mi właśnie zależy. Nauczyłam się słuchać siebie, pilnuję się przed startami, na co dzień zostały mi dobre nawyki, ale teraz bardzo je upraszczam. Kolorowe pudełko z tabletkami zastępuję naturalnymi produktami. Magnez uzupełniam dosypując kakao do muesli lub owsianki. Przed treningiem, startem je dużo słonych paluszków, bo … zatrzymują wodę w organizmie i się szybko nie odwodnię. Izotoniki są super, ale sok malinowy mojej babci dodany do wody też robi robotę i dostarcza mi cukru. Na długi bieg zabieram słone orzeszki – duża dawka energii i dodatkowo gryzienie odwraca uwagę od zmęczenia (śmiech). Nie mam ulubionych trenerów – jeśli coś mnie zaciekawi: forma ruchu, czy plan treningowy – to wyłapuję najlepsze dla siebie. Bazuję na tym co sama stworzę, co pasuje mojemu organizmowi.

Czy ktoś cię inspiruje?

Nie ma takiej jednej osoby… czytam bardzo dużo biografii, w ogóle nie potrafię przejść obojętnie obok księgarni i książki pochłaniam, także o bieganiu. Ale tak jak w moim treningu: wybieram to, co dla mnie najlepsze, nie wzoruję się na nikim, nie kopiuję, nie porównuję.

Jak znajdujesz czas?

Jak znajduję czas? Nie ma czegoś takiego, że czegoś chcesz i nic z tym nie robisz. Chcesz? To podejmujesz i działasz, dajesz to sobie. Mam swoje rytuały – rozciągam się rano, mam w pokoju wielki plakat jogi – robię trzy, cztery ruchy, dosłownie 10 minut, seria ćwiczeń na brzuch to jest 15 minut – robię go trzy razy w tygodniu. Ktoś mi kiedyś powiedział: lubisz tańczyć? No to cokolwiek robisz w domu – włączaj muzykę i tańcz. I ja tak robię! Twoje nastawienie, potrzeba – zmniejsza szansę pojawienia się wymówek. Trenuję trzy razy w tygodniu, ale raz to jest bieganie, raz rower, raz basen. Kiedyś musiało być tyle a tyle kilometrów, w takim a takim czasie, a teraz wszystko odwróciłam: przerwę bieganie po 3 kilometrach, zrobię coś innego. Teraz nic nikomu nie muszę udowadniać, także sobie. Kiedyś udawało mi się dobiec na przykład w pierwszej dziesiątce na liście. A teraz myślę – jakie to ma znaczenie? Czy wolę przebiec i na mecie być czerwona, ledwie żywa, czy być w pierwszej setce, albo nawet drugiej i po biegu jeszcze wyjść ze znajomymi na miasto, mieć na to ochotę i siłę.

Co ci jest do życia niezbędne?

Lubię, jak się dużo dzieje, jest pozytywnie, jest dobra energia. Poznawanie nowych rzeczy, nowych ludzi. Nie potrafię usiedzieć w miejscu, moje życie jest intensywne: idę do pracy, po niej na trening, potem na przykład na imprezę, nie siedzę, nie kminię i się też nie nudzę. Czerpię z życia to, co mam mi do dania, to co chcę z niego pełnymi garściami wziąć.

rozmawiała Barbara Balcerska