Krzysztof Gradowski (sklep 166), zwycięzca tegorocznej rywalizacji Rossmann Bike Team

Krzysztof Gradowski (sklep 166), zwycięzca tegorocznej rywalizacji Rossmann Bike Team, w której Pozytywnie Zakręceni brali udział w aplikacji Endomondo. Zebrał dwa razy więcej kilometrów niż osoba zajmująca drugie miejsce! Niezwykła wytrwałość, wyniki i pasja. Poznajcie chłopaka, którego życie zasuwa na dwóch kółkach!


Ogromne wrażenie robi Twój tegoroczny wynik w Rossmann Bike Team, te prawie 10 000 km to coś niesamowitego. To prawie 800 km miesięcznie. Jak Ci się udało tyle trzasnąć? To dojazdy także do pracy? Wycieczki? Treningi?

Jestem zawodnikiem w formule ultramaratonów w kolarstwie szosowym, stąd tyle kilometrów. Ultramaraton to jest jazda na dystansie powyżej 200km. Chociaż niektórzy twierdzą, że ultra zaczyna się od 500km. Do pracy również dojeżdżam, ale tylko wtedy kiedy jest ciepło. Żeby jeździć długie dystanse też trzeba trenować. Należę do teamu Rafbike Cycling Team gdzie wspólnie trenujemy i nie tylko. Mam dużo znajomych,którzy też mają fioła na punkcie roweru. Lubię wsiąść w pociąg lub auto z rowerem i jechać do przyjaciół poznanych na maratonach.

Jeśli wycieczki to gdzie? Sam czy z kimś? Jaki jest klucz wyboru trasy?


Mam przyjaciela w Bielsko-Białej, gdzie jeździmy po górach napawając się pięknymi widokami. Mam też super ekipę w Rzeszowie. Ostatnio w nocy pojechaliśmy do doliny Sanu, mgła była taka o 5 nad ranem, że nie było nic widać.
Czasami też wybieram się sam żebym pobyć sam ze sobą. Lubię jeździć w nieznane więc tym się kieruje wytyczając sobie trasę. Maratony na które jeżdżę po całej Polsce są organizowane w malowniczych miejscach. Roztocze, Kaszuby, Bieszczady. To tylko przykłady. Objechałem też Tatry wokół. W tym roku najdłuższy dystans a zarazem "życiówka" to 507km. To był ultramaraton Pucharu Polski "Piękny Wschód ". Czas 21h40m.

22 godziny na rowerze? Nieprawdopodobne! Jakim jeździsz i czy ma dla Ciebie znaczenie? Czy sam serwisujesz?

Mam 2 rowery. Jeden do jazdy w terenie a drugi-moja szosunia (śmiech). To na niej tłukę te kilometry. Jeśli chodzi o mój główny sprzęt czyli rower szosowy, to jest to Scott Addict. Carbonowy. Tym samym jest lżejszy i bardziej tłumi drgania, co jest ważne na długich dystansach. Wiadomo, że nie wszystkie drogi są dobrej jakości. Na moje potrzeby rower ma geometrię Endurance, co zapewnia wygodną pozycję na długich dystansach. Ale można też się na nim pościgać. Nie bawię się w serwisowanie samemu, bo zawsze się to kończy u kolegów mechaników. Serwisuje rower u kolegi Rafała, który ma swój sklep Rafbike Store, a zarazem jest twórcą naszego teamu.

Czy trenujesz coś jeszcze? Czy miewasz jakiekolwiek wymówki, żeby nie iść na trening?

W okresie zimowym staram się chodzić na siłownię. Chociaż jak jest sucho i w miarę ciepło (tak do -5 stopni) wolę iść na rower (śmiech). Jak tylko mam wolną chwilę to na niego idę. Jedyne co mnie powstrzyma przed wyjściem to deszcz. Nie ma w tym żadnej przyjemności, do tego szkoda sprzętu. Jak już jestem w trakcie maratonu to już się jedzie. Trudno. Trzeba ukończyć. A jeździłem w różnych warunkach. Od upału 40 stopni do załamania pogody w Tatrach gdzie musiałem niestety się poddać bo groziła mi hipotermia. Bałem się trzymać palce na hamulcach żeby nie dostać skurczy. I wtedy nieszczęście gotowe. Górę wziął rozum a nie ambicje.

Skąd pomysł na rower?

Moja przygoda z rowerem zaczęła się jakieś 10 lat temu, kiedy wziąłem się za siebie i miałem potrzebę schudnięcia trochę (13kg). Później była przerwa. I na serio zaczęło się ok. 3 lat temu. Pierwsze 200km to właśnie Tatry. 215km. Później już miałem tylko ochotę na więcej. Spodobało mi się bardzo. W tym całym szaleństwie jednak nie rower jest najważniejszy a cudowni ludzie. W formule ultramaratonów spotkałem naprawdę mnóstwo wspaniałych osób. Mistrzowie tej dziedziny zawsze służą pomocą i dobrą radą. No i "kołem". Nigdy nie zostawiamy nikogo w potrzebie. Słabszymi opiekujemy się na trasie. Kilka razy miałem słabsze dni… i nigdy sam nie zostałem. W razie awarii pomagamy sobie nawzajem. Super atmosfera. Na temat mojej pasji mógłbym napisać esej i rozmawiać godzinami….

Od czego zacząłeś tę zabawę na poważnie?

Zacząłem od dystansów 100-150km. Nie miałem wtedy żadnych konkretnych planów. Wsiadałem na rower. Patrzyłem ile mam czasu i jechałem. Tak było w 2016. Objechałem Tatry. To był pierwszy tak długi dystans i dodatkowo z dużymi przewyższeniami.
Po tym rajdzie do końca roku wsiadłem raz na rower. Porwałem się z motyką na słońce. Nie byłem na to przygotowany. Kolana bolały okrutnie. To była lekcja dla mnie. W kolejnym roku przemyślałem temat, porozmawiałem z kolegami i sukcesywnie zacząłem startować na dystansach 200km. Brałem udział w brevetach. Są to maratony gdzie nie ma podium i każdy jedzie w swoim tempie. Nie ma punktacji i rywalizacji. Ta forma mi bardzo odpowiada. Treningi polegały wtedy na częstych jazdach. I żeby były jak najdłuższe. Ważne żeby nie wypaść z rytmu. Wtedy po prostu jechałem na żywioł. Ktoś pisał czy jadę np: do Szczebrzeszyna. Patrzyłem w grafik. Wolny weekend. Pewnie że jadę:)I tak to było przez 2017 i 2018. I przyszedł 2019. Tu już były plany żeby zrobić 300km.

Czyli coraz intensywniej…

No i kupiłem sobie moją pierwszą szosówkę. Zakochałem się można by powiedzieć. Wczesniej jeździłem na rowerze crossowym. Jechałem wszystkie 200-ki jakie były możliwe. Od kwietnia do maja 4x200km. Pierwsze 300km pod koniec maja. I za ciosem w połowie czerwca 400km. Byłem w uderzeniu. I niestety ostatni weekend czerwca wypadek w górach na rowerze. Przeleciałem przez kierownice łamiąc mały palec w prawej dłoni i nadwyrężając całe śródręcze. Nadwyrężyłem więzadło poboczne MCL w kolanie i doszło do entezopatii czyli zapalenia przyczepu. Musiałem to zregenerować.

Pomagał Ci fizjoterapeuta? Często zdarzają Ci się kontuzje?

Mam kolegę fizjoterapeutę który od czasu do czasu wyciąga mnie z kłopotów. Wtedy też się do niego udałem. Dał mi zestaw ćwiczeń żeby wzmocnić kolano. Oczywiście nie posłuchałem się za bardzo i 3 tygodnie po upadku już stałem na starcie w Niepołomicach na dystansie 200km. I tu kolano po 110km odmówiło współpracy...Więc nie ukończyłem. Kolejna lekcja i nauczka.
Ogólnie jestem po 2 artroskopiach na kolana. Miałem przycinane łąkotki przyśrodkowe. Genetyka. Tata mój też ma problemy z kolanami. Więcej kontuzji na szczęście nie doznałem.

Masz swojego trenera, kogoś kto pomaga Ci układać treningi?

Nie mam trenera. Trenuje sam sobie. Czerpię wiedzę od moich kolegów. Czasami podpinam się pod ich treningi i razem z nimi jadę. Albo jedziemy "tlenowo" albo robimy tempówki. Zależy co oni mają rozpisane od swoich trenerów. Na ten rok miałem ambitne plany ale jak wiadomo sytuacja z pandemią pokrzyżowała je. Przyszły rok już mam rozpisany ale też nie wiadomo jak to będzie. Głównym celem będzie start w Tatra Road Race. Jest to wyścig po najcięższych podjazdach na Podhalu. Na dystansie 123km przewyższenie wynosi ok. 3400m. Więc będzie ból i łzy.

Trzymamy kciuki! A jest ktoś kto Cię inspiruje?

Moimi guru tej formuły kolarstwa to Bogdan Adamczyk- mistrz ultramaratonów w kolarstwie szosowym 2019 oraz tegoroczna zwyciężczyni Pucharu Polski w ultramaratonach Sylwia Kowalska.
Oboje znam osobiście i miałem przyjemność jeździć z nimi tak w maratonach jak i turystycznych przejazdach. Bogdan skromny i przesympatyczny człowiek mimo swoich ogromnych osiągnięć. Sylwia nie jednego mojego kolegę by objechała, ale przy tym można by z nią konie kraść. Oboje zawsze doradzą. Podpowiedzą jak jechać w danych warunkach. Nie kryją dla siebie swojego doświadczenia i chętnie się nim dzielą.

Co byś radził komuś, kto myśli o ruchu, nawet lubi rower, ale od lat nie widział go na oczy?

Jeśli ktoś się waha i nie wie co zrobić ze sobą żeby poprawić kondycję a ma gdzieś tam zakurzony rower który stoi w garażu i czeka na swój czas, powiem tak: daj mu szansę. Wyciągnij go. Przejedź się. Najlepiej gdzieś do lasu bądź parku. Gdzie nie ma za dużo ludzi. Nie spiesz się. Nic na siłę. Dla mnie rower był wybawieniem. Dzięki niemu poznałem mnóstwo ludzi. Zadbałem o kondycję. Już nie sapię przy wiązaniu butów. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez aktywności fizycznej. Stało się to częścią mnie. Dzięki temu nabrałem pewności siebie. Dla mnie największym rywalem jestem ja sam. Bije swoje własne rekordy. Badam swoje możliwości. I stawiam czoła kolejnym wyzwaniom. Nie zawsze jest lekko, ale satysfakcja jak już jest po wszystkim jest bezcenna. Największą nagrodą dla mnie jest uznanie w oczach znajomych i przyjaciół dla których przejechać 30km na rowerze to już wyczyn, a co mówić o 500km. Niektórzy mówią, że tyle w roku autem nie jeżdżą, co ja na rowerze!

rozmawiała Barbara Balcerska